Wtorek z wierszem: Zuzanna Ginczanka

2/7 to jest ciężki moment tygodnia. Poniedziałkowy spleen jeszcze nie minął (okraszony majonezem, czy też nie), do weekendu hen daleko. W drodze do szkoły/pracy gapimy się gdzieś przylepieni do szyby i trochę odklejeni od rzeczywistości. Wtorek to doskonały dzień na czytanie poezji, w tramwaju, na ławce w parku, w towarzystwie kwitnącego bzu.

Ostatnio, jak zawsze późno, dotarły do mnie okruchy poezji z Instagrama. I stanowczo się nie zgadzam na konsumpcję takich wyrobów czekoladopodobnych. Jak już grzeszyć to delektując się jedną skandalicznie drogą praliną! Analogicznie przecież jest z poezją. Co wtorek coś tutaj podrzucę, czasem we wpisie, poście na FB, Instagramie… Dziś inauguracyjnie wiersz panny Zuzanny.

Gwiazda Syjonu

Zdaję się, że w końcu niezwykła poezja tworzącej w dwudziestoleciu międzywojennym Zuzanny Ginczanki przeżywa swój renesans. W ostatnich latach światło dzienne ujrzały nowe wydania jej utworów (ja niezmienne polecam wszelkie opracowania Izoldy Kiec), spektakl teatralny, film dokumentalny, książka o jej przyjaźni z Lusią Gelmont… W marcu 2017 przypadło 100-lecie jej urodzin. Żydowska poetka nazywana Gwiazdą Syjonu była ulubienicą Witolda Gombrowicza, przyjaciółką Skamandrytów (nazywano ją nawet „Tuwimem w spódnicy”). Niestety wojna przerwała jej krótkie życie i świetnie zapowiadającą się karierę. Zginęła rozstrzelana w hitlerowskim więzieniu w wieku 27 lat.

Pozostawiła po sobie jeden tomik, wydany w 1936 roku „O centaurach”, garść juweniliów i utworów satyrycznych publikowanych w przedwojennych czasopismach. Ginczanka to mój człowiek w poetyckim świecie, dlatego na pewno pojawi się tutaj nie raz, bo warto o niej pisać, już wystarczająco długo przebywała w mrokach zapomnienia. Była poetką wyzwoloną, świadomą swojej kobiecości, której przylepiono łatkę „pięknej Żydówki”. Przyszło jej żyć w złych czasach, właśnie ta egzotyczna twarz okazała się jej przekleństwem. Napisała wiele pięknych wierszy – odważnych, baśniowych, zmysłowych. Jednym z nich jest utwór inspirowany biblijną „Pieśnią nad Pieśniami”.

Zuzanna Ginczanka

CANTICUM CANTICORUM

Pienią się winne jagody,
Pachnący nard
Ciężko zalewa sady —
Pasłam braciom mym trzody
W słoneczny skwar —
Dlatego jestem śniada;
Szumi noc granatowa.
Od żółtych gwiazd
Gore popieli się niebo.
Oczy płonące chowam
W rzęs cyprysowy las,
Jako sadzawki w Hazebon.

„O miła moja, otwórz —
Obiegłem sad —
Mam sypką rosę w kędziorach —
Usta mi twoje powtórz,
Bym znowu zgadł
Czy piłaś jabłka z wieczora“ —
„Jak mam tobie odemknąć
Skrzypiące drzwi —
Gdy suknie z siebie zewlekłam,

Matki mnie trzykroć przeklną
A stada kóz
Nie dadzą słodkiego mleka“.

Noc granatowa szumi
I szczepki winnic rozchwiane
I liście fig —
I wcale zasnąć nie umiem.
Bramy rozwieram drewniane —
— A miły znikł.
Szafranu i kasji wonność.
Olejek ściekł
I myrra ścieka na klamkę.
Ścieżka zaciera się wolno
Jak spruty ścieg —
Mrok czarnooki za gankiem.

Szukałam go — nie znalazłam.
Wołałam go
— Lecz mi się wcale nie ozwał.
(A piękny jest jako gwiazda
Jak niebios dno —
Każdy go tedy rozpozna).
Zaklinam was panny w wonnościach
Przez sarnę z kniei,
Przez łanię nagłą jak zamach:
Nie szukajcie zawczasu miłości
Nie budźcie jej,
Pokąd do was nie przyjdzie sama.

[1936]

Czujecie to ciepło i woń kadzideł?

Do następnego!

Z.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s